Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroby. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2013

Choroby, choinki i takie tam

Choróbska u nas. Dziewczyny i ja, one lajtowo na gardło, ja potwornie na anginę ropną. Się lekarz za głowę złapał... Przez 3 dni bolało wszystko, każdy cm skóry, uszy, gardło, mięśnie... niemożność jedzenia, picia, mówienia, w nocy duszności. Paskudztwo! poród lepszy. A lek dostałam taki, że mi dodatkowe atrakcje zapewnia - jest potwornie gorzki :/ 
Za to wczoraj zaczęłam już człowieka przypominać i z Agatką machnęłyśmy choinkę. Tzn. głównie ona, ja narysowałam kontur i coś tam przy malowaniu pomogłam, przy okazji młoda się dowiedziała co zrobić, gdy ma tylko żółty i niebieski, a zielonego nie :D Wycinała bombki samodzielnie (te ciut bardziej krzywe jej) i jestem z mojej córy naprawdę dumna - radzi sobie coraz lepiej. Ale ona lubi wszelkie plastyczno - techniczne zabawy, sprawiają jej ogrom radości i zajmują na długo. W sumie nie ma dnia, by czegoś nie dłubała. Choinka namalowana na dużym kartonie po czymś tam:


piątek, 5 lipca 2013

Rehabilitacja

No i tak - zwróciło moją uwagę, że Dorotka, która lada dzień pół roku skończy, nie bardzo się rusza. Na plecach - kontaktowa bardzo, chichra się, reaguje na domowników pozytywnie, łapie zabawki, pięknie je memla w paszczy, wyciąga po nie ręce, głowę odwraca w stronę, która ją interesuje, nogami macha w górę. ALE... położona na brzuszek - głowę podniesie ok i tyle. Nie unosi się wysoko na przedramionach, nie obraca się na plecy (ani z pleców na brzuszek), ba! z pleców na boczki też nie. Nie chwyta stópek. I chociaż teoretycznie ma jeszcze czas, to jednak tak ogólnie "lubiejąca ruch inaczej" jest ;) 
Pediatra orzekła, że odruchy ma piękne, że neurologicznie raczej jest dobrze, ale niech ja się może do fizjoteapeuty przejdę prywatnie, bo... na naf to sobie ze 3 miesiące poczekam :/ No to się przeszłam. Do rehabilitantki, którą znałam z konsultacji w sprawie Agatki (dla zainteresowanych, dr Małgorzata Matyja, Sosnowiec, Racławicka 23, w guglach stronę wyguglać, kobieta specjalistką od małych dzieciaków jest). 
I faktycznie - lekka asymetria ułożeniowa, na co też ostatnio uwagę zwróciłam (położona córa na plecach wygina się w rogalik lekko na prawą stronę), ale to pryszcz - natomiast ruchowo faktycznie niechętna. Tyle, że NIC nie stoi na przeszkodzie, by młoda się ruszała bardziej, nie ma żadnych ograniczeń typu przykurcze, ona po prostu jest taka... zachowawcza. Byleby rączki przy ciele, nóżki przy ciele, jak wyciągnąć rękę po zabawkę leżąc na brzuszku - to 3cm tylko, kawalątek dalej choćby nie wiem jak cudna zabawka - nieee. Podane nogi maca, łapie, ale sama - nieee. Jak się gwiazdę na brzuszek obróci a ręka zostanie pod klatką piersiową - nie wyciągnę, po co? wolę się rozkrzyczeć, niech matka wyciąga :D No i jak to rehabilitantka orzekła - jeśli ma charakter bardziej statyczny, to niech sobie potem taki ma, ale jako niemowlak musi się zacząć ruszać i nie może mieć już na samym starcie opóźnienia z lenistwa :D 
Kobieta wyobracała małą na wszystkie strony, a mała - bunt! ryk! no bo jak to? ona sobie spokojnie chce kontemplować świat, statycznie! a tu jej się każą ruszać, podłe ludzie. Upociła się jak świnka, nie muszę wspominać o zapachu...? ;) 
W sobotę kolejne zajęcia, z kim innym, bowiem pani dr urlopuje. Ale z polecenia. 
Trzymajcie kciuki!

środa, 31 października 2012

Wirusy, bakterie i inne żyjątka co to nas polubiły

No to się córa nachodziła do przedszkola. Tydzień była równo :d
W sobotę katarzysko, noc sobotnio-niedzielna przekaszlana na sucho tak, że mi Agu żal potwornie było, w niedzielę na szczęście kaszel zmokrzał - decyzja: do przedszkola niet. We wtorek pediatra, bo jednak gorączka doszła, ale na szczęście bez antybiotyku tym razem, gardło całkiem niezłe. Zapodajemy neosine, krople nosowe, flegaminę i dużo witaminy C. I postanowiłam cały listopad dziecię przetrzymać w domu, rozpoczynając dodatkowo kurację broncho-vaxomem. Tran kapsułkowy (doppelhertz tran na odporność, 2 kapsułki dziennie) mała połyka od miesiąca, po wypłacie dokupię do tego olej rekini (BioMarine) i immunobon syrop. Oby to coś dało!

wtorek, 9 października 2012

Pozytywnie

Wczoraj dzwoniłam do pani gastrolog - prócz nietolerancji laktozy wszystkie wyniki są ok. Tzn. wyniki związane z alergiami (bo szeroki panel miała), nie ma celiakii, nie ma helicobacter p., skazy białkowej też nie (no ok, to może wadliwie wyjść, ale w sumie objawów skazy nie ma, a po 10mcu życia przeszłyśmy na zwykłe mleko modyfikowane). Trawienie ok. Przeciwciał glistowych we krwi brak. Nie wiem, jak wyniki takie ogólne, czyli mocz, morfo czy kał bo za dużo tego na telefon, więc umówiłam się na poniedziałek po wypis to poczytam.

Wnioski? Uwaga, znów będę kombinować :D Otóż jakieś niecałe 3 tygodnie przed szpitalem Agatkę odrobaczyłam. Już chyba na drugą noc po odrobaczeniu - poprawa kolsalna. Spanie prawie normalne (pomijam budzenie się na siku czy zawołanie mamy/taty bo tak, bo "mama połóż się tu"). Ale nie ma wybudzania się z dzikim płaczem co pół godziny czy godzinę, nie ma maniackiego wiercenia się. Po kilku dniach od pierwszej dawki pyrantelu - ustały bóle brzuszka i zdecydowanie zmniejszyły się bóle nóg (???). A przynajmniej nie ma tak, że córa rano wstaje i płacz: mama, boli! Z przedramion prawie cała "wysypka", czyli taka jakaś kaszka - zeszła. Resztki są. Drugą dawkę leku podałam na 7-8 dni przed szpitalem. I teraz zagwozdka - czy faktycznie JAKIEŚ robale były? Już wiem, że wcale nie musi być widać w kupie. Tak samo może we krwi się nic nie pokazać, bo od pierwszej dawki minęły 3 tygodnie. Co się z tym również MOŻE wiązać - nietolerancja laktozy, przejściowa. Podrażnione jelita mają problem ze strawieniem laktozy i stąd test laktozowy wyszedł kiepsko. No, ale to w poniedziałek z gastrolożką przedyskutuję.

Dodam, że w grudniu podobne cyrki ze spaniem były, po odrobaczeniu - ZNACZNA poprawa. 

Tyle, że Agu dalej nie je. I chba pozostaje mi po prostu zaakceptować fakt, że córka jest niejadkiem i... olać. Bo niewiele zrobię. Na dzień dzisiejszy menu wygląda tak (kolejnośc przypadkowa):
- parówki (Berlinki, Sokołów z szynki - coś co ma dużo mięsa jednak, a nie 20 % mięcha a reszta to soja i inne wypełniacze)
- monte
- jogurt danone fantazja z kuleczkami
- ser żółty
- szynka
- rosołek z makaronem obu babć
- pomidorowa
- krupnik
- suchy chleb
- banan
- czasem jabłko
- czasem kanapka (ser żółty, dżem, szynka, ser biały do smarowania + ew. odrobina keczupu)
- ogórek
- makarony wszelakie, nawet na sucho
- frytki (rzadko!)
- kurczaczek z Maca (jeszcze rzadziej! muszę spróbować sama coś w tym stylu zrobić)
- kukurydza w ziarenkach
- wafelek z loda
- czasem biszkopt jakiś, paluszek, chrupek kukurydziany czy żelek - to u babci i w normalnych ilościach, NIGDY zamiast posiłku
- suche płatki kukurydziane i ew. czekoladowe muszelki, ale zdecydowanie kukurydziane preferuje

Wsio. Aż mnie mdli od tej monotonii ;)

wtorek, 2 października 2012

Pierwszy dzień badań

Ekhm, więc tak - złapałam lekarkę na brzuch :D Dorotka wyświadczyła przysługę starszej siostrze, i dzięki temu jesteśmy do szpitala dochodzące. 
Dzisiaj - pobranie krwi do 3 probówek (płacz! płacz! płacz!) na kilkanaście badań, mocz i kał do analizy (musiałam przynieść), i krzywa laktozowa - czyli po pobraniu krwi córa dostała do wypicia laktozę (dzielnie wypiła, chociaż z płaczem i po łyczku), po godzinie pik w palec, po następnej jeszcze jedno pik - i do domu. Wcześniej jeszcze badanie stetoskopem i obmacanie (delikatne!) brzuszka - straszny, straszny płacz, wyrywanie się... Agatka przed serią zastrzyków z antybiotykiem była pacjentką idealną, teraz sobie odbija ;-) Ale personel BARDZO wyrozumiały, a najlepsze, że po kłuciu mała mówiła dziękuję i do widzenia :D

Jutro ciąg dalszy - ale ponoć lajcik, bo próby potowe, czyli naklejanie jakiś plasterków z chlorkami i MOŻE, jak się uda, co widzę czarno - konsultacja kardiologiczna i eeg. Pojutrze jeszcze jedna próba potowa i wsio, mam nadzieję. 

Sam szpital dziecięcy w Sosnowcu, ten na Zapolskiej - ok. Czysto, kolorowo, przestrzeń, na gastrologii obsługa BARDZO pozytywna - przynajmniej dzisiaj :) 

piątek, 28 września 2012

Rozrywki w szpitalu

We wtorek idziemy się badać. No i tak się zastanawiam, co by tu tej kozie mojej wziąć w ramach zabawiania? Może jakieś dziecko w podobnym wieku będzie, a może nie - więc czasoumilacze muszę mieć. Na razie stanęło na:
- puzzlach 2x20 elementów (co prawda córa nie układa takich sama, ale Krtka lubi więc...):

www.ab-art.org.pl

- Sznurkach i dziurkach - kiedyś widziałam coś takiego w większym formacie, za Chiny Ludowe nie mogę tego znaleźć teraz... :
www.merlin.pl
- 3 książeczkach zadaniowo-kolorowankowo-naklejkowych
- kredkach
- bajkach na laptopie
- książeczkach - nie wiem, jakie wezmę, coś wybiorę z domowych zasobów
- resorakach
- kotku do spania

Tak się zastanawiam, córa ma fazę na tworzenie buziek - może poczynię jakieś karty pracy na zasadzie naklejania elementów buzi? Tudzież - składania/naklejania pociągu w całość, bo też lubi. Taaak, chodzimy po domu, śpiewając "Jedzie pociąg z daleka" i gwiżdżąc gromko Tuuu tuuuu! 

I takie pytanie mam dziwne: brać nocnik? Ktoś się orientuje? Nie uśmiecha mi się w nocy bieganie za toaletą z rozespanym dzieckiem...

poniedziałek, 24 września 2012

Wizyta u gastrolożki dziecięcej

Wrażenia - pozytywne. A mogło być odwrotnie, bo Agatka po antybiolu w zastrzykach jest cięta na medyków ;)

Byłam TUTAJ u pani Kasperczyk. Konkretna kobieta, przy tym sympatyczna - łatwo nawiązac kontakt. Idąc do szpitala od razu do niej mamy się kierować. Na akrtce mam listę badań, z kartką przyjść i będziemy robić po kolei. I tak:
- badania przeciwciał w kierunku celiakii, glisty ludzkiej, helicobacter p., białka krowiego, 
- próby potowe w kierunku mukowiscydozy - ale tu kompletnie zapomniałam, że mała od razu miała po urodzeniu badania przesiewowe i było ok, muszę powiedzieć
- ekg (+ tajemnicze coś, nie potrafię odczytać)
- panel jakiś tam - też nie do odczytania :D
- kilka IgG/IgM jeszcze, też nie odczytam
- phmetria do rozważenia
- ew. jeszcze posiew kału na grzyby i bakterie

Mam przynieść próbkę moczu i kału od razu. Niestety zła wiadomość - moja pediatra wprowadziła mnie w błąd, szpital NIE posiada oddziału dziennego :/ Tak więc idziemy we wtorek, prawdopodobnie na noc zostajemy, w środę do domu (bo w czwartek jakieś konferencje mają akurat), w pt. znów się zjawiamy. No chyba, ale to lekarka nie obiecała na bank, da się ze wzgl. na moją ciążę (6 miesiąc!) załatwić po cichu wychodzenie do domu ;) 

Cieszę się, że od razu poszłam. Podałam objawy niepokojące, pani bardzo dokładnie wypytała o różne rzeczy, ja na koniec walnęłam, że po głowie mi chodzi celiakia no i pani od razu powiedziała, że to pierwsza myśl była, ACZKOLWIEK wcale tak nie musi być. No pewnie, że nie musi. Oby to lajcik jakiś był :)

niedziela, 23 września 2012

Szukając rozwiązania

Nie wiem, czy o tym tu pisałam. Ale to nieważne, nadrobię teraz. 
Otóż... Agatka nie je. Z problemem zmagamy się równe 2 lata. Czasem problem się ukrywa i jakiś okres jest lepiej (do miesiąca, mniej więcej), czyli młoda je względnie normalne ilości. Częściej jednak sprawa jest na tyle poważna, że siwieję, rwę włosy z głowy i ryczę. Do tego stopnia poważna, że w wieku 2 lat i 4mcy córa na śniadanie i kolację dostaje kaszę w butelce - mimo wcześniejszego odstawienia już.Mając do wyboru albo jakieś tam zapełnienie żołądka, albo zjedzone po wielkich bojach 5 łyżek płatków na mleku, pół kromki czy plaster sera żółtego - wybrałam butlę. Trudno, dziura w smoku wielka, operacja trwa ok. minuty a butla jakoś tam wchodzi. I nie, nie jest i nigdy nie był to problem grudek, gryzienia, kawałków. Nie, Agatka chyba w 6mcu dostała pierwsze konkretne grudki i zero stresu, zaakceptowała od pierwszego kopa. 

Jak to niejedzenie wygląda? Ano, na przykład dzisiaj: kasza o 4:30 rano (wyjątkowo, z reguły o tej porze nie jada), kasza o 9 rano, koło 12 kilka łyżek rosołu mojej mamy z odrobiną makaronu, ok. akurat drugi raz rosół u teściowej, z innym makaronem (zbieżność zup przypadkowa), o 19 kasza na dobranoc. Wsio. W międzyczasie tak zwanym - gryz banana, bo po co więcej, chyba 3 maleńkie łyżeczki jajecznicy, jeden paluszek. Koniec.
Wczoraj: kasza, parówka, 2 gryzy chleba z masłem, 1/3 banan, 2 kęsy kotleta mielonego, 1/3 ogórka, kasza.
Przedwczoraj: kasza, niecałe monte, dłuuuugo nic (na obiad naleśniki - zrobiłam w kształcie misiów za pomocą foremki do naleśników, ozdobiłam - i poszłam ryczeć), 2 maleńkie kromeczki, kasza.

Jeżeli to niejedzenie nie miałoby żadnych skutków, prawdopodobnie wreszcie położyłabym lagę na tym. Trudno, są niejadki na tym świecie. Niestety, od mniej więcej lipca (połowy) mamy objawy towarzyszące: 
- codzienne bóle brzuszka
- brzydkie kupy - albo zatwardzenie, albo totalna woda, albo, za przeproszeniem, ciapata marmolada
- codzienne bóle nóg (przy dobrych wynikach reumatologicznych/zapalnych)
- zdarza się brzydki zapach z ust
- ciemieniucha
- kaszaki/wysypka na udach, teraz akurat zlazła i poszła na przedramiona
- waga poniżej 3 centyla (10,5kg, 87cm)
- zdarzają się wymioty na oko bez powodu
- za uszami suche miejsca
- anemia

Do tego od daaaawna noce przepłakane, przewiercone.

Tym sposobem 2 października idziemy na oddział dzienny do szpitala, na gastrologię dziecięcą. Te objawy niestety MNIE (podkreślam - bo wokół słyszę, że córa po prostu jest niejadek i wcale nie musi jeść dużo a ja przesadzam) nieco wyglądają na celiakię. Obym się myliła! Jutro chcę złapać prywatnie pediatrę gastro, która na owym oddziale pracuje, ale w szpitalu bywa różnie - ja chcę pogadać na spokojnie o obawach, objawach i tak dalej. A w szpitalu niech nam badania robią. 

sobota, 15 września 2012

Zastrzyki

W zeszłą niedzielę Agu zaczyła chrypieć jak stara, przepijaczona baba. I woda z nosa do tego - zero temperatury, katar wyglądał na zębowy, achrypa - lekarka (nie nasza) w środę stwierdziła, że gardło leciutko podrażnione od chrypienia, i tyle. Osłuchowo super. 
W nocy z środy na czwartek - koszmar. Płacz "nie chcę lulu", ogólne marudzenie, w sumie snu jakieś 5h z przerwą trzygodzinną nawet. No to w czwartek złapana nasza lekarka (sama szłam), mówię, co i jak - bo do tego masakryczne niejedzenie, drażliwość, ciągłe bóle brzuszka i takie tam - na noc hydroxyzyna na kilka dni (nie pomogła! NIC!) i pyrantelum na odrobaczenie, bo objawy wskazują.

Przyszłam do domu, a tam córa już z temperaturą ok. 38... Noc równie fatalna, jak wyżej - hydro nie zadziałała, mało tego, po podaniu pyrantelum córa się kręciła jak szalona, normalnie dupką taniec czyniła, szok. Temperatura do tego powyżej 38 mocno. No i - narzekanie na ból gardła i uszu... W efekcie wczoraj kolejna wizyta u pediatry, dicortineff do uszu, ceclor jako antybiotyk i... niestety, nie dość, że wczoraj mała zjadła mini mini, to jeszcze kaszę po antybiotyku zwymiotowała, noc dalej kiepska i temperatura, no i dzisiaj szpital. Tym bardziej, że Agatka od wczoraj nie jadła już kompletnie nic, a podawanie czegkolwiek lekarskiego na pusty żołądek...
Zamiana cecloru na iniekcje, biofuroksym, dzisiaj i jutro po 2, w poniedziałek rano ostatni i kontrola. 

Wykończona i ona, i my, mnie dodatkowo psychicznie wykończyło niejedzenie - JAK mam jej podać żelazo na anemię, skoro nie je? W piciu - dałam, to wypiła 2 lyki, więcej nie chciała wcale z tego pić. 

Po zastrzyku CIUT lepiej, zjadła biszkopta, w sumie na raty miseczkę rosołu i tyle. O dziwo - teraz humor dopisuje...


piątek, 31 sierpnia 2012

Jak pielęgniarki zaliczyły opad szczeny

Zawlekłam Agatkę na badania dzisiaj. Standardowwo siuśki, ale też morfologia, OB, cukier, ASO i CRP. Jakoś nie wpadłam na to, że tych krwistych dużo dość... Nastawiłam się na kłucie palucha, a tu - zonk, żyła. Chwilę wcześniej wychodziła z gabinetu dziewczynka starsza nieco, z ogromnym płaczem. Myślę sobie: oho, moja zobaczy to już skichana ze strachu pewnie będzie...

Weszłyśmy, panie zbladły (cholera, znowu wycie! ), ale nic - młoda się przywitała, poprosiły, bym z nią usiadła i rękę chcą. Mniesamej nieswojo się zrobiło, no ale - mus to mus, najwyżej uspokajać się będziemy. A Agatka: łapsko wyciągnęła, bez mrugnięcia okiem dała opaskę założyć, ścisnęła podany jej dlugopis, z zaciekawieniem popatrzyła na wkłuwanie igły i na to, jak krew leci. Śmiać mi się chciało, bo pielęgniarki w mocnym szoku, a jedna z głupia frant pyta: Agatko, a jaki to kolor leci? A ona: czerwony :D Chwilę to potrwało, bo dziewczyna moja ma żyły niewidoczne po mnie :/ i już lekko zniecierpliwiona zaczęła kwękać, ale ogólnie - szok w trampkach :D

Dla kontrastu nasza pediatra opowiedziała, jak to wczoraj pewna nastolatka chciała gabinet zdemolować byleby tylko nie oddać ani kropelki...

Brawo, córeczko!

piątek, 4 maja 2012

Refluks żołądkowo-przełykowy u niemowląt

Refluks żołądkowo - przełykowy (w medycynie skrót z angielkiego GER) to paskudna przypadłość: dziecko zjada, pokarm dochodzi do żołądka i zaczyna się cofać z powrotem do przełyku. Nic miłego, bo czasem aż do jamy ustnej to wraca. 

Paskudna rzecz. U Agatki zaczęło refluks podejrzewać po 4mcu, gdy przestała prawie jeść (zjadała 1/3 - 1/4 porcji, z czego jeszcze połowę wychlustała). Wzięto pod uwagę takie objawy:
- nagłe niejedzenie
- bardzo duże ulewania/wymiotowanie zaraz po jedzeniu
- ciągła drażliwość, płaczliwość
- brak reakcji na podwyższanie ciała w trakcie snu czy pionizowanie w dzień
- brak reakcji na nutriton

Co jeszcze może powodować refluks: kaszel, anemia, ale też i poważne sprawy: zapalenia krtani, płuc (jeśli dziecko często choruje na drogi oddechowe - warto sprawdzić, czy nie cierpi na GER, bo choroba może być utajona, a cofanie się treści żołądkowej powoduje ciągłe stany zapalne, jak też przedostawanie się płynu do płuc).

Przy podejrzeniu choroby pierwszym etapem leczenia jest wprowadzenie działania niefarmakologicznego:
- wyższe ułożenie ciała w trakcie snu i w miarę możliwości pionizacja dziecka (czyli noszenie na rękach, układanie w pozycji kołyski czy nawet - jak miałyśmy zalecone - w trakcie spaceru układanie dziecka w pozycji półsiedzącej choć na chwilę, mimo że młoda nie siadała sama jeszcze; tu trzeba było wybrać mniejsze zło)
- zmiana diety z mleka mm lub piersiowego na preparat mlekozastępczy lub dla dzieci ulewających (czyli pepti, nutramigen jako hydrolizaty czy też np. NAN HA AR - mleko modyfikowane dla dzieci ulewających i ze skłonnością do alergii - jeszcze nie hydrolizat, ale blisko)
- podawanie preparatów zagęszczających pokarm (np. Nutriton, taki biały proszek, któego maleńkie miareczki dodaje się do pokarmu lub na łyżeczce z odrobiną mleka/wody przed jedzeniem; dostępny w aptece bez recepty)

Równocześnie, o ile lekarz podejrzewa faktycznie GER a nie fizjologiczne ulewanie, powinno wykonać się choćby poddstawowe badanie, czyli usg klatki piersiowej. Całkowicie nieinwazyjne, a w większości przypadków pozwala potwierdzić lub wykluczyć chorobę.

W naszym wypadku usg pokazało całkowicie zdrowe wnętrze Agu :) objawy jednak nie mijały, więc wprowadzono leczenie farmakologiczne - robiony na zamówienie lek Gasprid, on normalnie jest w tabletkach, ale tu trzeba było podać 10x mniejszą dawkę. Kapsułkę otwierałam, proszek wsypywałam na łyżeczkę z odrobiną mleka. I tu w zasadzie nasza historia się kończy, bo zaraz potem okazało się, że problemy były całkowicie nierefluksowe, w związku z czym po miesiącu podawania lek nie pomógł. Ale dokończę :)

Otóż w normalnych przypadkach, gdy usg niczego nie wykazuje, ale silne podejrzenie refluksu jest, do tego dochodzą wyżej wspomniane choroby, wykonuje się dodatkowe badania, niestety już - inwazyjne: pHmetria, prowadzona przez 24h, scyntygrafia i inne, które pozwalają raczej na pewno potwierdzić lub wykluczyć chorobę.

Pocieszające jest to, że z reguły ustrojstwo mija do 2rż (przeważnie wcześniej) i w zdecydowanej większości przypadków co najwyżej następuje leczenie farmakologiczne. Naprawdę rzadko (np. u dzieci z chorobami neurologicznymi) stosuje się zabiegi operacyjne (najczęściej laparoskopowe). Zawsze jednak najpierw podejmuje się leczenie ułożeniowe i farmaceutyczne.

------------------------------------
Pisząc powyższe słowa korzystałam z artykułów "Leczenie refluksu żołądkowo-przełykowego u dzieci i noworodków urodzonych przedwcześnie" - Medycyna Wieku Rozwojowego, 2008,XII,4,cz.I; 912-923 oraz "Ocena skuteczności i bezpieczeństwa różnych metod leczenia refluksu żołądkowo-przełykowego u dzieci do 2. roku życia - przegląd systematyczny" - WS - 2006/01 Medycyna Praktyczna Pediatria: Wybrane wytyczne z gastroenterologii dziecięcej i żywienia.

piątek, 2 września 2011

Problemy ciążowe - ciąża heterotopowa


Ciąża heterotopowa to zjawisko, polegające na istnieniu dwóch ciąż równocześnie: prawidłowej, umiejscowionej wewnątrz macicy, i nieprawidłowej, poza macicą, ektopowej. Położenie tej drugiej może być różne - jajnik, jajowód, poniżej ujścia macicy (tzw. ciąża szyjkowa) a także - w każdym innym miejscu w obrębie otrzewnej. Zadziwiające, prawda? Ciąża taka trafia się, gdy zapłodnione zostają dwa jajeczka (czyli ciąża bliźniacza), ale niestety tylko jedno dociera na miejsce przeznaczenia.
    O ile sama ciąża ektopowa, pojedyncza, występuje wcale nie tak rzadko - szacuje się, że jest to 1 na 100 przypadków, to ciąża heterotopowa jest ewenementem - 1:30000 przypadków. Ryzyko wzrasta przy zapłodnieniach in vitro, też do 1:100. Jeśli już kobieta jest taką wybranką losu - co wówczas?
   Ano, przy typowej ciąży pozamacicznej wyjścia są dwa - farmakologiczne lub inwazyjne, najczęściej laparoskopowe (najczęściej - bo choć BARDZO rzadko, to zdarza się, że ciąża ektopowa nie zostaje wykryta w trakcie badania usg i nie daje żadnych objawów, do czego dojdę za moment). W przypadku heterotopii w grę wchodzi wyłącznie zabieg operacyjny, najczęściej laparoskopia, ponieważ jeśli ciąża wewnątrzmaciczna jest prawidłowa to po prostu się ją chroni. A farmaceutyki, podawane tradycyjnie, to leki onkologiczne - zabijające zarodek.

   Jeśli istnieje podejrzenie, że trafiła nam się taka podwójna niewłaściwie ciąża, przede wszystkim monitorujemy. Uważam, że nie warto też kierować się opinią jednego tylko lekarza (zwłaszcza, gdy usg do najnowszych nie należy) - tak jak w każdym poważnym przypadku pożądana jest konsultacja. Każdy, nawet najdoskonalszy sprzęt i najsprawniejszy ginekolog może się mylić, a tu chodzi o nasze zdrowie, prawda?
Monitorować można leżąc w szpitalu, ale też (jeśli jest niewielkie prawdopodobieństwo ciąży heterotopowej), że tak powiem, zdalnie - umawiamy się w krótkich odstępach czasu (do tygodnia) na badanie usg. Warto też zrobić badanie z krwi - beta hcg, w odstępie dwóch dni, ponieważ niewielki przyrost hormonu (gonadotropiny kosmówkowej) może być wskazaniem, że jednak ta podwójna ciąża jest. Aczkolwiek - nie zawsze przyrost jest niewielki, a ciąża jednak...
    Jakie objawy powinny nas zaniepokoić? Jeśli wiemy po prostu, że jesteśmy w ciąży wewnątrzmacicznej i o żadnej innej nie ma mowy, to jakiekolwiek plamienie, znaczne osłabienie organizmu, intensywne kłucie - jest powodem do udania się do lekarza. Ale jeśli jest podejrzenie ciąży heterotopowej, a w którymkolwiek miejscu otrzewnej zaczyna nas bardzo mocno boleć, zaczynają się JAKIEKOLWIEK plamienia (nawet najsłabsze), trafiają się mdłości nie związane z ciążą czy po prostu mdlejemy - lecimy do szpitala NATYCHMIAST i mówimy, jakie ginekolog ma podejrzenia. Jeśli próbują nas zbyć - robimy awanturę, grozimy telewizją, pozwem sądowym, przykuwamy się do kaloryfera - cokolwiek, ale nie dajemy się stamtąd wyrzucić. Bo niestety takie objawy prawdopodobnie będą świadczyły o rozerwaniu jajnika/jajowodu, krwotoku wewnętrznym i różnych takich nieprzyjemnościach, które mogą nas na inny świat przenieść.

A piszę to wszystko dlatego, że sama jestem w takiej sytuacji - we wtorek dowiedziałam się, że istnieje taka ewentualność, i słyszę: niech pani przyjdzie 29 sierpnia, to zobaczymy czy to rośnie. No i super, ale to prawie 2 tygodnie - a w tym czasie mogę się przekręcić, jeśli to faktycznie się dzieje. No i dzisiaj miałam drugie usg, u innego lekarza, kolejne w następny piątek, ale jest nadzieja, że to po prostu nietypowy obraz ciałka żółtego, pozostałego w jajniku. Oby, tego się trzymam i wszystkim takiej właśnie lajtowej diagnozy życzę :)
 
EDIT: pisałam to koło 20 sierpnia, a dzisiaj już wiem, że jest ok. Nawet jeśli była to ciąża heterotopowa, to zarodek poza macicą przestał się rozwijać i czekam na wchłonięcie. Ciąża prawidłowa rozwija się ładnie :)