Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rządowy podręcznik do klasy 2 - jest, a jakoby...

Swoje opinie na temat rządowego "Elementarza" do klasy pierwszej wyrażałam TUTAJTUTAJ oraz TUTAJ
Opinie te nie były pochlebne, a po przepracowaniu na nim roku - zdanie podtrzymuję. Przyszła czas na klasę 2. Problem w tym, że MEN na ten moment daje ciała tak, że bardziej chyba nie można. No, może biorąc pod uwagę jakość książki do 1 klasy...

Mamy, dzięki Bogu, sierpień. Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej do klasy 2 jako podręcznik pod nazwą "Nasza szkoła" mam części:

- do matematyki - część 1, 2
- do kształcenia zintegrowanego część 1A, 1B, 2

I to wszystko. Pokazanej części 3 do matematyki i do kształcenia zintegrowanego nie biorę pod uwagę, bowiem od 30 czerwca czytam informację: "Już jest trzecia część darmowego podręcznika dla drugoklasistów „Nasza szkoła”. Podobnie jak w przypadku poprzednich książek zapraszamy do szerokich konsultacji społecznych. Czekamy na Państwa opinie do 21 lipca." 
Przypominam, że już jest 3 sierpnia.

To, co podałam - to wszystko ze strony MENu. Nie ma multibooków, nie ma poradników dla nauczyciela, nie ma dostosowanych dla uczniów niepełnosprawnych wersji książki. Oczywiście o tym, bym przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego mogła ujrzeć CAŁY podręcznik - mogę pomarzyć. Mało tego - pewnego dnia, nagle, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia - zamiast wcześniejszej części 1 do kształcenia zintegrowanego pojawiła się część 1A i 1B. Co to zmienia? Ano, tematy zostały przemieszane, treści nieco pozmieniane - NIKT nie wziął pod uwagę tego, iż nauczyciele zaczęli tworzyć jakieś plany pracy w oparciu o podaną część 1.

Owszem, napisałam do MENu - spytałam, Zapytanie wysłałam poprzez formularz na ich stronie w dniu 26 czerwca. Do dzisiaj - 3 sierpnia - nie otrzymałam odpowiedzi na poniższe:

"Witam, chciałabym dowiedzieć się, czym pokierowane są zmiany w obrębie podręcznika do klasy 2 "Nasza szkoła" - na tak ostatnią chwilę? Nagle pojawia się do pobrania jakaś część 1A, następnego dnia znika część 1, zostaje tylko ta nowa, z pomieszanymi tematami na pierwsze półtora miesiąca roku szkolnego. Chcę móc zaplanować sobie pracę na nowy rok szkolny - porządnie zaplanować, a nie na łapu capu. W momencie, gdy Ministerstwo dokonuje jakiejkolwiek zmiany tak późno - jest to niemożliwe. Jako nauczyciel nie mam w tej chwili żadnej pewności, czy tworząc sobie plany pracy bądź jakieś materiały na lekcję - nie robię tego na darmo, wszak może za miesiąc znów zastanę jakieś istotne zmiany w książce?

Druga kwestia - czy w tym roku pojawi się też Poradnik dla nauczyciela do "Naszej szkoły"?"


---------------------
W związku z powyższym - drodzy Rodzice, drodzy Uczniowie - nie miejcie proszę pretensji do mnie, że wymagam lub nie wymagam, że pracuję bez planu lub planuję ponad normę. Ministra wyżej wspomnianego resortu namawia, byście, drodzy Rodzice, dzwonili i donosili, więc ja namawiam do tego samego. Dzwońcie i donoście - na osoby decyzyjne w MENie, które przez podręcznikowy bałagan pokazują, jak bardzo mają w (nie)poważaniu Uczniów, Rodziców i Nauczycieli.

czwartek, 26 lutego 2015

Geoplan

Z głupia frant, podglądając fotki na pinterest.com, zamówiłam Agatce geoplan. Może ktoś to pamięta z podstawówki? Często w klasach 1-3 wykorzystywane - do kształtowania pojęć geometrycznych, ale... ja mojej niespełna 5latce na razie dałam ze słowami: masz, zrób obrazek. Spodobało się OGROMNIE. Planuję wykorzystać do kształtowania pojęcia symetrii, do utrwalania liter i cyfr, do odtwarzania wzorów - to na teraz. A potem pewnie bardziej matematycznie. 

Fotki koszmar, na szybko robione. Na pierwszym zdjęciu widać wielkość - płytka ma jakieś 20x20cm, więc całkiem spora, ja w pracy mam bodajże takie małe całkiem, 10x8cm czy jakoś tak, szkoda - bo pewnie dzieciakom bardzo by się spodobało! 

Natomiast w Internecie nieraz spotkałam już samoróbki - i to mnie kusi, bowiem mam taką dużą płytę wiórową czy coś, z dziurkami symetrycznymi - pozostałość jakiegoś mebla chyba. I... jakby tam kołeczki wsadzić, to mogłabym w klasie mieć giga geoplan :D 


sobota, 1 listopada 2014

Polskie litery pisane

Nie ukrywam, że jako pedagog zwracam wielką uwagę na zawartość książek tzw. edukacyjnych. Agatka bardzo lubi różne te takie "Książeczka 2-,3-,4-,5-,6 latka", co to i jakieś kolorowanie, i naklejki, i jakieś zadania (pseudo)edukacyjne. Ale, no właśnie. Za każdym prawie razem coś mnie trafia, bo biorę do ręki książkę niby dla 5 latka (młoda ma 4,5 roku), a tam zadania na poziomie 3-4 latka maksymalnie. Albo, dla odmiany, zadania wymagające umiejętności czytania (no tia, bo każdy 5 latek czyta biegle...). Z kolei książeczki uczące "pisania" najchętniej wywaliłabym wszystkie z półek księgarnianych, bo to, co one pokazują, to się tylko do kosza nadaje - poważnie. W każdej inny kształt liter, niemal w każdej błędny - kompletnie różny od tego, czego dzieci będą za moment miały uczyć się w szkole. A przestawienie dziecka na inny kształt liter to mordęga - dla dziecka głównie. Tu uczulam - naprawdę, jeśli któryś rodzic chce pokazywać dziecku litery - jestem jak najbardziej ZA tym, ale niech to będzie kształt obowiązujący w polskiej szkole (jeśli, rzecz jasna, dziecko w naszym kraju żyjące). Wzornik na przykład tu:






poniedziałek, 14 lipca 2014

Macierzyństwo wymaga ciągłej nauki

Odkrywcze, nie? :D
Dzisiaj chwalę siebie samą. Otóż potrafię na rowerze jeździć, ale... no zdarzają się wpadki na prostej drodze. Mam jakieś tam zaburzenia błędnika, chorobę lokomocyjną, nie cierpię karuzeli i tak dalej. W związku z czym rower opanowałam mając 11lat dopiero. Sama jeżdżę normalnie, ale jak pisałam - zdarzało mi się na prostej drodze przewrócić się w kałużę, a w ogóle taka czynność jak zatrzymanie się rowerem to dla mnie wyższa szkoła jazdy. No tak mam i już.

No ale posiadanie 2 dzieci zobowiązuje - póki A. była sama, i rok temu nawet, gdy D. malutka - fotelik rowerowy miał przypięty tata. A teraz co?

Poszliśmy dzisiaj do miasteczka rowerowego, bo takie posiadamy w mieście, szkolić. Mnie, znaczy się. W foteliku dziecię półtoraroczne, nieświadome zagrożenia ;) Za kierownicą ja - spanikowana do granic możliwości, ale ze świadomością, że albo się nauczę, albo... nici z wycieczek rowerowych, no bo jak? Mąż dzielnie rower trzymał z tyłu, gdy wrzucałam swój zad na siodełko, trzęsącymi się nogami dotykałam pedałów i wrzeszczałam: ale trzymaj mnie, trzymaj, nie puszczaj!

Ruszyłam. Ujechałam kawałek, po czym zdałam sobie sprawę, że... będzie trzeba się zatrzymać, a tu mąż w tyle stoi ze starszą córą. Łomatkobosko. Wyartykułowałam wrzask: Piotrek, ale asekuruj mnie, asekuuuuruuuuj! goń mnie! 
I w tym momencie mało nie spadłam ze śmiechu - dzielny mąż córę starszą wrzucił sobie na barana i skokami, jak dorodny kangur czy ki diabeł, jął przemieszczać trawniki by skrócić do nas dystans :D

Dziecko na baranie wyło ze śmiechu, mnie łzy pociekły, mąż nas dogonił i złapał. A potem poszło z górki - w efekcie nauczyłam się dzisiaj wozić obie dziewczyny, a jutro wyprawa po drugi fotelik.

Jestem z siebie dumna ;-)

niedziela, 13 kwietnia 2014

A, E, I, O, U - bawimy się nadal

W tym szalonym tygodniu znalazło się dosłownie 30 minut na zabawę. Szkoda wielka, bo i Agatka naprawdę lubi te nasze zadania i domaga się ich, i ja mam wyrzuty sumienia. Ale codziennie coś - poniedziałek i wtorek to moje bardzo późne powroty z pracy, środa - warsztaty pisankowe w przedszkolu (świetne! machnę też posta), czwartek i w sumie do dzisiaj - moje koszmarne zapalenie spojówek. Wczoraj ciut lepiej było, to od razu skorzystałam. A dzisiaj Niedziela Palmowa, A. w kościele z babcią, ja pilnuję śpiącej D., a potem popołudnie u dziadków właśnie :)

Ale działo się tak:


w ciągu tygodnia zrobiłam dotykowe litery - wysokość 10cm, szerokość 5,5cm. Założenie - wrzucimy do wora, mała będzie losowała i dotykiem zgadywała. Chciałam dorobić jeszcze trochę, z innych materiałów, ale córa dojrzała na szafce już te, więc dałam. Podobało się bardzo, robiłyśmy na razie na zasadzie "zamknij oczy i zgaduj, co dałam ci do ręki" - oczywiście raz ona, raz ja :) Ale polecam, świetna zabawa! nasze litery są z folii aluminiowej, owiniętej taśmą klejącą, z potrójnie klejonej tektury falistej (miałam w arkuszach taką - na zewnątrz 2 razy falista, w środku kartonik, dla wzmocnienia), no i piankowe - z obu stron pianka, w środku też kartonik.


Tradycyjna dobieranka - to ćwiczenie ogólnie nudne jest, a może inaczej - aby nie było nudne, trzeba robić za każdym razem inną dopasowywankę. Tu - kwiatek z 12 płatkami, na spodzie płatka litery również są.

Poniżej - loteryjka. Zrobiłam dwustronne karty, na drugiej stronie mam samogłoski pomieszane ze znanymi spółgłoskami, ale wczoraj tylko samogłoski szły w ruch:



No i kolejna dobieranka - wisienki. Na spodzie samogłoski, na każdej gałązce jedna samogłoska.



sobota, 5 kwietnia 2014

Poznajemy litery - U

Straszny chaos u nas w tym tygodniu, czasu dziwnie mało a ten, co był - to jakiś taki... też chaotyczny. Toteż i ten wpis bałaganiarski będzie, bo nawet nie wiem, od czego zacząć.
Po pierwsze - stwierdziłam, że ponieważ Agatka wcześniej właściwie sama z siebie zapamiętała kilka liter - w tym spółgłosek - to spróbuję zrobić ćwiczenia również i z nimi, by ich nie zapomniała. Błąd, za dużo na raz.
Po drugie - zakupiłam materiałową podkładkę na wzór montessoriańskich, uważam, że na ograniczonej przestrzeni lepiej się będzie mojej córce pracowało (zresztą to samo chcę we wrześniu z pierwszakami zrobić). I tu racja.
Po trzecie - Agatka wcześniej doskonale wiedziała, jak wygląda O, i... zapomniała. 
Po czwarte - wykonywanie zadań w iście bojowych warunkach, bo z reguły w towarzystwie młodszej siostry, która koniecznie też chciała. No chciała, zabrać, zjeść, potargać... ;) Przekładało się to mocno na zdolność koncentracji uwagi, muszę tu coś wymyślić organizacyjnie.
Po piąte - Agatka ciągle chce po swojemu coś, i z jednej strony to cieszy, że ma dziewczyna fantazję, wykazuje inicjatywę i takie tam, z drugiej - muszę na początek tu narzucić pewne kwestie, choćby konieczność pracy od lewej do prawej.
Po szóste - zanim wyszło na jaw, że O się zapomniało, pokazałam U. Trudno, już nie odwoływałam ;) ale na razie zostanę przy samych samogłoskach, a mamy już: A, E, I, O, U. Musimy porządnie utrwalić.

W tym tygodniu właściwie udało się tylko 3 razy siąść do stricte literowych zadań. Za to młoda wyraźnie lubi. Oczywiście nazywanie pokazanych szablonów liter było, wykonywanie poleceń z nimi, do tego przypadkiem wyszła nam zabawa - bez wypowiadania głoski układałam usta tak, jakbym zaraz miała ją wymówić i Agatka miała powtórzyć to po mnie i już daną głoskę wypowiedzieć. Dobre ćwiczenie w sytuacji, gdy dziecko nie bardzo pamięta daną literę - pokazywałam O - ona nie bardzo kojarzyła, układałam więc usta i to była konkretna wskazówka.
Zadania były różne - poniżej, ponieważ młoda akurat bardzo chciała pisać, to patrząc na ubrania dzieci miała odczytać literę i taką samą w każdym balonie danego dziecka narysować:


Tu - wazony nazwane konkretnymi literami, kwiatki też, trzeba było skierować kwiatki do danego wazonu, a niżej - tradycyjne wyszukiwanie konkretnej litery w tekście:



A teraz z wczoraj i dzisiaj, kompletnie nie po kolei będzie ;)
Prawdziwym hitem okazała się być gra "Literkowe lody". Narysowałam wafle, dziurkaczem wycięłam kółka o średnicy 2,5cm i mniej więcej po 3 sztuki danej litery wpisałam - miała to być zabawa konkretnie na utrwalanie znanych już liter i właśnie tu nam od razu wyszło zapomnienie O. Na kartonikach napisałam po 4 litery (zostawiłam z prawej strony miejsce na późniejsze dopisanie jeszcze litery czy dwóch, by można było grać np. wszystkimi samogłoskami - na razie nie znamy jeszcze). Zabawa polega na tym, że rozkłada się wszystkie gałki lodów - literki, gracz losuje kartonik i mówi: poproszę loda o smaku liter: i odczytuje to, co ma na kartoniku. I tu dowolnie - bo albo sam sobie ułoży loda, albo układa przeciwnik:


Ozdabiamy pisankę - narysowana na połówce kartki A4, kwadraciki małe, 1,5cm najwyżej. Z drugiej strony każdego kwadracika napisałam literę, córa podnosiła, sprawdzała literę, czytała i naklejała na odpowiednie miejsce na jaju. Szybkie zadanie do przygotowania, szybkie do wykonania:


Agatka zrobiła zakupy. To zadanie też się spodobało ogromnie! Narysowałam kilkanaście produktów, z drugiej strony oczywiście każdy miał swoją literę. I rzekłam: Agatka poszła na zakupy, kupiła bardzo wiele! za niektóre rzeczy musiała zapłacić literą O, za niektóre A, I, E, U. W lewej torbie zmieściły się wszystkie rzeczy kupione za E oraz U, w prawej - I, O, A. Podnosiła każdy produkt, sprawdzała, czytała i odpowiednio naklejała. Ot, bardziej wypasiona wersja powyższej pisanki:


Układanki-rozcinanki. Narysowałam 2 pisanki, przy czym o dziwo - prostsza była lewa! mimo krzywego wzoru a cięcia poziomego. Ale te czarne linie jednak dawały jakąś wskazówkę, z nakrapianą był problem:



Sekwencje - wykorzystałam i elementy rysowane, i wycinane dziurkaczem. Najpierw było powtarzanie wzoru:


 Potem kończenie, po czym dziecię od razu zechciało robić po swojemu, czyli wzór na zmianę:


Na koniec - uzupełnianie ciągu, i o ile uzupełnianie ciągu A-B-A-B poszło bez problemu, o tyle ciąg A-BB-A-BB sprawił trudność - najpierw Agatka próbowała przełożyć elementy (rybki), ale coś nie pasowało :D dopiero moje tłumaczenia pomogły:



W międzyczasie dziecko się bawiło w tworzenie zbiorów, więc wykorzystałam okazję i bawiłyśmy się w wykluczanie - "co nie pasuje"? I tu mnie zaskoczyła bardzo in plus, bez problemu wskazywała elementy i to nawet przy trudnych zbiorach - np. kwiatki i kółka żółte, a wśród nich kółko zielone. Jedno. No zielone, ale... też kółko. A jednak bez wahania odrzuciła. 

sobota, 29 marca 2014

A, E, I

Skuszona wpisami na Gagatkowym Blogu stwierdziłam, że raz kozie śmierć, spróbujemy. Nie mam parcia, by moją 4latkę nauczyć czytać, nie. Ale sama dopytuje się o litery, kilka bez problemu zapamiętała (S, A, O, I, M, T), to myślę, że chętnie załapie bakcyla. Powiedzmy, że będzie to z grubsza nauka metodą krakowską pani Jagody Cieszyńskiej.
Na pierwszy ogień poszły samogłoski A, E, I, przy czym tylko E była literą nową. Po pierwszej porcji zajęć - zapamiętana, kilka następnych dni będziemy utrwalać. Wycięłam (sama w szoku jestem, że mi się tak ładnie udało narysować!) szablony wielkości 16cm (nie mam pojęcia, czy jest jakaś określona, najlepsza wysokość, i mam to w nosie), rozłożyłam na stole. Najpierw Agu nazwała to, co już zna, czyli A oraz I. Powtórzyła po mnie E. I zaczęłyśmy zabawę - polecenia typu:
- połóż literę A pod stołem
- połóż literę E za sobą
- połóż literę I pod drzwiami

i tak dalej, oczywiście na zmianę, córa również mnie wydawała rozkazy ;) Potem trzeba było zamknąć oczy, zabierałam (lub młoda) którąś z liter i należało zgadnąć, której brakuje. Następnie ona chowała litery, a ja szukałam, nazywałam znalezioną i pytałam, czy na pewno dobrze zgadłam?


Do kolejnej zabawy wyjęłam cukierkowe litery. I zaczęło się: układanie od lewej do prawej tych samych liter...


...układanie w słupkach tych samych liter, oczywiście od lewej do prawej...


... wplotłam matematykę: porównywanie, których więcej, których mniej, przeliczanie, a może któryś liter jest tyle samo?

... podaj mi, proszę, cukierki o smaku A :) 


... a na koniec Agu zażyczyła sobie literek w serduszkach - mama rysowała serca, córka pisała litery:


Wcześniej córa miała rękę rozgrzaną, bo padło hasło "mamusiu, chcę malować na duuuużej kartce!", więc malowała, potem doszły nożyczki.
Ogólnie zabawy się spodobały, na późniejszym spacerze E zostało pokazane na reklamie, więc po dzisiejszym dniu eksperyment uważam za udany :)

niedziela, 16 marca 2014

W marcu jak w garncu

Taką wiedzę ostatnio Agu z przedszkola przyniosła. No to... robimy gar pogodowy :D Na szybko bardzo narysowałam kilka składników pogody do wycinania, gar, dałam klej i proszę - marcowy gar gotów. Ot, taka prędka praca by móc w spokoju kawę wypić ;)






niedziela, 30 grudnia 2012

Logico Primo - zachwyt nad zachwytami

Z okazji Gwiazdki Agatka dostała prezenciory jeszcze wczoraj - od cioci Agi. No, od matkokrzesno znaczy się ;)
Wyszło tak, że dopiero dzisiaj odkryła podarki - najpierw chwyciła książkę z zadaniami - bez naklejek! jaka radość z mojej strony :D dziecko mi sie od naklejania uzależniło. Zadaniówka świetna, duuuże elementy do kolorowania/wyklejania/malowania, niezłe pomysły plastyczne (na przykład - posmaruj bałwanka klejem i posyp cukrem). Poniższa fotka ze strony matras.pl, oryginalnie książeczka jest kwadratowa, nie wiem czemu tak ucięto foto:


A tu już - młoda zajęta pracą. Ostatnio ma manię na trzymanie pisadeł wszelkich u samej góry, wrrrr.... :


Ale totalnym, prawdziwym szałem okazał się być zestaw Logico Primo (wydawnictwo MAC Edukacja, re-we-la-cja!). Nawet tata się wciągnął :d A tak naprawdę po prostu jeszcze kółeczka nieco ciężko chodzą i córa miewała kłopot z przesuwaniem, chociaż walczyła dzielnie.
Zadania pomysłowe, różnorodne, ćwiczące spostrzegawczość, rozwijające słownictwo, logiczne myślenie, no ogólnie - cud-miód. Ale chyba najlepsze, co dają to - wielką, wielką frajdę Agatce. Nie spodziewałam się, że AŻ TAK się jej zabawa spodoba. A, no i jeszcze jedno - sporo zadań wykorzystuje wizerunek misia, a misia córka kocha miłością ogromną :-)


czwartek, 20 grudnia 2012

Gdy dziecię ma problem z czytaniem, pisaniem, matematyką

Nie, niestety, nie ma jednego, cudownego środka na problemy edukacyjne. Ale trzeba dziecku pomóc, a bywa, że rodzic nie wie JAK. To ja w tym momencie polecam serię ORTOGRAFFITI. Wszelkie umieszczone fotki w tym poście pochodzą ze strony sklepu www.merlin.pl.

Skupię się na samych książkach zadaniowych. Zaznaczam - osobiście pracowałam na serii dla klas 4-6, dla klas młodszych macałam, oglądałam - oceniam BARDZO dobrze, to samo z gimnazjum.

Seria jest skierowana do tych dzieciaków, które mają jakieś problemy - z pisaniem, czytaniem, z matematyką, z wyszukiwaniem czegoś w tekście, ze zwracaniem uwagi na szczegóły i tak dalej. O, ze skupieniem uwagi też. I z logicznym myśleniem. I z ubogim słownictwem na przykład. Teoretycznie - dla dzieci okołodyslektycznych, ale w praktyce używałam z uczniami niedyslektycznymi, a i, jak sądzę, książki będą całkiem ciekawymi pozycjami dla dzieciaków bez problemów, ale np. nieco młodszych, spragnionych dodatkowego bodźca. W mojej opinii - również jako zachęta do polubienia języka polskiego i matematyki, bowiem zadania są naprawdę śmieszne, ciekawe, i w sumie tak jakoś się je fajnie robi, że nie odczuwa się tego jako pracy/nauki. Sporo rzeczy do wycięcia i ułożenia np. puzzli, zdań, gdzie zwyczajnie - trzeba myśleć. Nie ma w książkach naklejek do nudnego i mało efektywnego nalepienia. 

Umiejętności językowe można ćwiczyć za pomocą 8 zeszytów:
- poziom pierwszy, skierowany dla uczniów klas 4 i 5, podzielony na zeszyty utrwalające/różnicujące U/Ó, Ż/RZ, H/CH oraz zeszyt z ogólnymi zadaniami - MIKS:


- poziom drugi, skierowany dla uczniów klas 5 i 6, podzielony na zeszyty utrwalające/różnicujące U/Ó, Ż/RZ, H/CH oraz zeszyt z ogólnymi zadaniami - MIKS:


Ja postawiłam na miksy, z nich korzystałam, natomiast w tej samej... tonacji ;) utrzymane są pozostałe zeszyty. Grafika, rozkład zadań, sposób sprawdzenia się - w każdej części jest taki sam. 

Prócz tego - mamy do wyboru także 2 zeszyty "Matematyka bez trudności" - i tu po prostu 2 poziomy: dla klas 4 i 5 oraz klas 5 i 6. Grafika, zadnia i tak dalej - jak wyżej utrzymane. 


Dodatkowo można skorzystać z ćwiczeń do kształcenia poziomu graficznego pisma, ale tu przyznaję - nie widziałam, nie wypowiem się. Donoszę, że jest :)

-------------------------------
Dla dzieciaków w klasach 1-3 jest seria Ortograffiti z Bratkiem. Bliżej TUTAJ

Ceny - BARDZO rozsądne, do kilkunastu złotych za książkę. A warto :) 

niedziela, 11 listopada 2012

Nauka czytania metodą G. Domana, czyli jestem na NIE

Nie zamierzam opisywać tu całych założeń metody, bo tego sporo - zainteresowanych odsyłam do poniższej strony, gdzie rzecz opisana bardzo zgrabnie:


A teraz - dlaczego jestem na NIE?
Wystarczy napomknąć, że jest to sposób globalnego czytania. Czyli: w pewien sposób pamięciówka, utrwalanie wzrokowe ciągów liter (a więc - zapisanych wyrazów) i tu pojawia się problem. Weźmy bowiem taki obrazek: 

Foto: microsoft.com.pl
Co widzimy? Ano, Mikołaja. Mikołajowi. Mikołajem. Mikołaj. Mikołaju. I tak dalej. 
Skąd, u licha, dziecko ma wiedzieć, jaką odmianę zastosować w danym momencie? Widzi JEDEN rysunek, a słów kilka, czasem kilkanaście pasuje. 
W języku angielskim, którym Doman się posługiwał, jest prosto: Santa Clause i już. Nie ma opcji innej odmiany. W języku polskim jest to (podkreślam: wg mnie) metoda skrajnie głupia. Służyć ma... no właśnie, czemu? Zaspokojeniu ambicji rodziców?
Metoda zakłada naukę czytania już maluchów 1,5-2letnich. Pominę. Ale, o dziwo, czytanie globalne (bo już nie całą metodę) często gęsto stosuje się w nauczaniu dzieciaków upośledzonych umysłowo. I tu już mi ręce do podłogi opadają. Po co? Weźmy sobie ucznia (obojętnie w jaki wieku) z upośledzeniem umiarkowanym czy znacznym (celowo nie piszę o lekkim, bo zdecydowana większość osób lekko upośledzonych umysłowo opanowuje normalnie czytanie/pisanie - w różnym stopniu, z różnymi błędami, ale komunikatywnie). No to bierzemy takiego ucznia, który powinien mieć możliwie jasno wszystko wykładane, bo zwyczajnie nie jest w stanie myśleć abstrakcyjnie. I teraz każemy mu zapamiętać, że to, co widzi na ilustracji to wyłącznie MIKOŁAJ. MAMA. DOM. PIES. Broń Boże nie mamie! nie domu! nie psu! nu, nu, nu! 
Woda z mózgu czyniona wprost koncertowo. 

Inna rzecz. Mamy takiego malucha na przykład 4 letniego. Całkowicie zdrowego. Poczytaliśmy sobie o Domanie, o czytaniu globalnym, całościowym, pojawiła się fascynacja. W języku polskim prócz rzeczowników istnieją także, przykładowo, czasowniki. To teraz spróbujmy dziecku przekazać globalnym pismem słowo KOCHAĆ. Narysujemy serce? No super, ale serce to... serce. No to może dwoje ludzi tulących się? Tyle, że to zwyczajnie będzie dwoje ludzi tulących się. I dalej: kocham, kocha, kochają...

No to sobie ulżyłam, a drodzy państwo zrobią z tym - co zechcą :D