niedziela, 28 września 2014

Pomysły prezentowe-zabawkowe po raz nie wiem który :D

No proszę, i znów - za 2 miesiące Mikołajki :D A potem Gwiazdorek, a potem jeszcze dla mojej młodszej - styczniowe urodziny. W tym roku prezenty muszę znaleźć dla 4,5 latki, 2latki, niespełna 3latka i półroczniaka. No zwyczajnie, nie jestem bogata, trzeba kupować z wyprzedzeniem ;) 

Najłatwiej ze starszą córą, bo ta - ma już pewne marzenia sprecyzowane. No to tak:

Lalki Equestria Girls. Pomijam, że... no brzydkie są. Ale lepsze niż MH. 
Najlepiej Rainbow Dash i Applejack. Koszt - wersje podstawowe ok. 50zł, foto smyk.pl:


Agatka kocha wszelkie księżniczki i wróżki. Zwłaszcza te drugie. Myślę, że spodoba się jej coś z serii Playmobil Fairies/Princess. Na przykład (ceny przeróżne, to, co oglądam to 40-80zł). Wybór jest naprawdę ogromny, jakieś 30 mniejszych i większych zestawów:

Foto: playmobil-blog.pl

Foto: smyk.pl
Z zestawów Playmobil mamy już weterynarza, rodziców z wózkami i domek - naprawdę porządne zabawki, lubiane.

Tradycyjnie już u nas - lego. Tym razem już małe, pewnie seria friends, aczkolwiek ceny są... niemoralne :/ na przykład (foto smyk.pl):


I Barbie - tu nie ma sprecyzowanego typu, po prostu "wróżka" :D Cena na all ok. 80zł (tu foto: smyk.pl):


No i tradycyjnie - książki. Na ten moment wybieram 3 pozycje (foto: matras.pl):





Dla niespełna 3latka mam już kupione coś ;) miecz z grubej, sztywnej pianki - kiedyś Biedronka miała je w ofercie, ładne, do tego chcę dokupić... konia :D takiego na kijku, muszę upolować jakiś kiermasz wiejski, tam widywałam. I drewniany pociąg mam, z nakładanymi klockami. 
Z uporem maniaka też będę dawała książki, mimo, iż młody nie bardzo...

Dla prawie 2letniej Dorotki... Też oglądam Playmobil. Bardzo lubi zabawę różnymi figurkami starszej siostry, niestety - one wszystkie mają jakieś malutkie elementy. Playmobil z serii 1-2-3 jest dostosowany dla maluchów! Tyle, że wybór trudny :D 
Mam na oku też zabawkę, którą kilka razy oglądałam i chciałam kupić Agatce, ale jakoś się rozmyło. Torebka Julii, z laleczką, firmy K'S kids, pokazywałam tutaj:


Dorotka jet BARDZO lalkowa i BARDZO torebkowa. 
Myślę też nad matą wodną, miałam po Agatce, niestety - nie mam pojęcia, gdzie jest. Zaginęła u babci gdzieś, babcia szaf i szafek ma od groma :D Nie do znalezienia.

No i chyba... jako wspólny prezent dla moich dziewczyn poszukam nowych kubeczków, łyżeczek i tym podobnych - dla lalek. Część im się już połamała, pogubiła, zostało niewiele i są aferki ;) 

A dla dziecięcia najmłodszego, półrocznego - się zobaczy. Wpadnie coś w oko, to kupię, za dużo tego na all :D



piątek, 15 sierpnia 2014

Zaproszenie

Ladies & Gentleman! Panie i Panowie!
Teatrzyk "Domowy" ma zaszczyt zaprosić Państwa na premierę!
Przedstawienie odbędzie się dzisiaj o godzinie 6:02! W repertuarze spektakl pt. "Która córka głośniej zamiauczy"!

Bilety wyprzedane zmordowanym Rodzicom.

Kurtyna.

Kocia jego mać...
Obie. OBIE! obudziły się o nieludzkiej porze w doskonałych humorach i zabawiały się, miaucząc i grając na instrumentach.

sobota, 9 sierpnia 2014

Beznadziejnie głupia miłość

Ci, którzy znają mnie osobiście doskonale wiedzą, żem gaduła. Nawiązanie kontaktu z drugim człowiekiem nie sprawia mi żadnego problemu, co często odczuwam na placach zabaw - niemalże zawsze znajdzie się jakaś mama/babcia, nawet tata ;) do rozmowy. Wczoraj również - mama i babcia 5etniej dziewczynki.

Na oko - normalna, niepatologiczna rodzina, mama raczej wykształcona. Dziewczynka wcześniak, wedle słów obu pań - na szczęście ok, na ile mogłam stwierdzić sama - normalne, zdrowe dziecko, bez opóźnień. 

Moja córa starsza zaczęła się z nią bawić, a więc nić porozumienia nawiązana, od słowa do słowa słyszę: 
- bo wie pani, to nasze jedyne dziecko...

Aaaaha. Nastawiłam uszu, ciekawa, co będzie dalej, bo lampka mi się zaświeciła mocno czerwona. No i tak - dziewczynka dopiero teraz idzie do przedszkola, bo "wie pani, bardzo daleko mamy, 3km musiałabym jechać" - nic to, że ja do pracy jadę 5 razy dalej, że do przedszkola co prawda mam jakieś półtora kilometra, za to wracamy pieszo robiąc ich z 5. Pani nie ma prawa jazdy - no cóż, ja też nie. 

... I wie pani, ja to się boję, jak ona sobie w przedszkolu poradzi, czy jej dzieci nie będą dokuczały...

Hmmm. Mała kontaktowa, widać, że towarzystwa spragniona, przedszkole akurat znam dobrze, pracowałam w nim. Próbuję racjonalizować obawy mamy i babci, opowiadam, jak tam jest, że nauczyciele w porządku, przygotowani dobrze, że współpracują ze szkołą, z biblioteką intensywnie, dużo się dzieje, dużo miejsca do zabawy. No ale... wie pani, teraz to się tyle słyszy, że w szkołach i przedszkolach to łobuzy takie...

A wie pani, ona to długo nie mówiła, po 3 urodzinach zdania zaczęła budować, a logopeda to już nas chciała do neurologa słać! i do laryngologa! i nas nastraszyła! Próbuję tłumaczyć, że tak, że jeśli dziecko nie mówi to akurat laryngolog i czasem nawet neurolog muszą się wypowiedzieć, bo może być różnie. Ale panie mnie zagadały - bo wie pani, ona wcześniak przecież, to przecież miała prawo nie mówić!
Nic to, że w okolicach roku wcześniactwo bez następstw neurologicznych powinno się wyrównać, że mowy nie ma, by to pod 3 urodziny ciągnąć.

Przemilczałam, bo cóż mogę? panie i tak zdanie mają wyrobione. Ale panie zaczęły dalej: bo wie pani, ona z jedzeniem jest trudna, WCALE prawie nie chce, ja to chciałam (babcia) dawać jej danonki i te serki takie dla dzieci, ale ona nie chce! ona tylko te budynie Paula, no wie pani, łaciate takie, chciała, to zgrzewkami kupowaliśmy! po 5 dziennie zjadała! ale niech pani powie, jak to jest, że dzieci to obiadu nie chcą, prawda?


Tak trochę mnie zdeptała tą informacją, bo, kurka wodna, moja A. też jedzeniowo kiepsko, zrobiłam prędko rachunek sumienia, czy aby po 5 deserków dziennie nie dawałam. No, wie pani, nie, jakoś nie dawałam. 

Dziewczynka miła, naprawdę. Babcia i mama też. Tylko ta głupia, nadmierna miłość...

poniedziałek, 14 lipca 2014

Macierzyństwo wymaga ciągłej nauki

Odkrywcze, nie? :D
Dzisiaj chwalę siebie samą. Otóż potrafię na rowerze jeździć, ale... no zdarzają się wpadki na prostej drodze. Mam jakieś tam zaburzenia błędnika, chorobę lokomocyjną, nie cierpię karuzeli i tak dalej. W związku z czym rower opanowałam mając 11lat dopiero. Sama jeżdżę normalnie, ale jak pisałam - zdarzało mi się na prostej drodze przewrócić się w kałużę, a w ogóle taka czynność jak zatrzymanie się rowerem to dla mnie wyższa szkoła jazdy. No tak mam i już.

No ale posiadanie 2 dzieci zobowiązuje - póki A. była sama, i rok temu nawet, gdy D. malutka - fotelik rowerowy miał przypięty tata. A teraz co?

Poszliśmy dzisiaj do miasteczka rowerowego, bo takie posiadamy w mieście, szkolić. Mnie, znaczy się. W foteliku dziecię półtoraroczne, nieświadome zagrożenia ;) Za kierownicą ja - spanikowana do granic możliwości, ale ze świadomością, że albo się nauczę, albo... nici z wycieczek rowerowych, no bo jak? Mąż dzielnie rower trzymał z tyłu, gdy wrzucałam swój zad na siodełko, trzęsącymi się nogami dotykałam pedałów i wrzeszczałam: ale trzymaj mnie, trzymaj, nie puszczaj!

Ruszyłam. Ujechałam kawałek, po czym zdałam sobie sprawę, że... będzie trzeba się zatrzymać, a tu mąż w tyle stoi ze starszą córą. Łomatkobosko. Wyartykułowałam wrzask: Piotrek, ale asekuruj mnie, asekuuuuruuuuj! goń mnie! 
I w tym momencie mało nie spadłam ze śmiechu - dzielny mąż córę starszą wrzucił sobie na barana i skokami, jak dorodny kangur czy ki diabeł, jął przemieszczać trawniki by skrócić do nas dystans :D

Dziecko na baranie wyło ze śmiechu, mnie łzy pociekły, mąż nas dogonił i złapał. A potem poszło z górki - w efekcie nauczyłam się dzisiaj wozić obie dziewczyny, a jutro wyprawa po drugi fotelik.

Jestem z siebie dumna ;-)

piątek, 27 czerwca 2014

Jestem autorytetem :D

Taka sytuacja:
4letnia Agatka z 1,5roczną Dorotką na placu zabaw. Weszły w kontakt z ciut starszymi dziewczynkami, tak 6-8 lat. Siedzą na ziemi i gadają - pytanie do Agatki: a która z nas jest ładniejsza?
Młoda najpierw nie bardzo wiedziała, co zrobić, potem jakoś tak machnęła ręką nieokreślenie, rozgorzała między dziewczynkami dyskusja. Na co moja mądra córeczka:
- A moja mamusia to powiedziała, że wszystkie dzieci są ładne!

No. bo są, dziecięcym urokiem :) I cieszę się, że to sobie zapamiętała!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

6latek w szkole - garść informacji o podręczniku i wyborze ćwiczeń

To, że w większości szkół (z wyłączeniem prywatnych i tych, którym Organ Prowadzący - miasto, gmina - zapłaci za podręczniki) jedynym słusznym podręcznikiem będzie MENowski twór - to już wiadomo. W dalszym ciągu podtrzymuję - dno. Ale widzę też plusy - dla siebie, nie dla ucznia. Książka daje dużą swobodę, z tego, co kiedyś tam wyliczałam (tu teraz dokładnie nie pamiętam, podaję przykładowe liczby) w ciągu pierwszych 3 miesięcy jest jakoś 80 dni nauki, a tematów 60 - więc mam czas, by niektóre rzeczy pociągnąć dłużej niż jeden dzień (jeśli dzieci będą miały z czymś problem), na spokojnie zrobić sobie lekturę, pojechać na wycieczkę. To plus wielki, bo jednak większość dotychczasowych książek zakładała ściśle: tydzień na 5 dni, tematy trzeba na te dni mieć. Nierealne - każdego miesiąca coś wypadnie. 
Swoboda tyczy się też doboru piosenek, zadań plastycznych, działań okołoinformatycznych czy zajęć wychowania fizycznego.
No, ale czytać z tą książką dzieci nie nauczę, nie ma szans. Matematycznie też kiepsko. Dlatego sięgam po narzędzie, które mogę - uff, radości! - wybrać sama: zestaw ćwiczeń. Większość wydawnictw bowiem na gwałt tworzy karty pracy skorelowane z ministerialną pozycją, które będzie można kupić w ramach dotacji rządowej, tj. 50zł (a właściwie: 49,5zł, bo 1% idzie na obsługę kosztów) na ucznia. Na ten moment swoją propozycję przedstawiły poniższe wydawnictwa - rzucam od razu linki z propozycjami, może którąś mamę zainteresuje:


OPERON - Ćwiczenia do podręcznika MEN (tu obiektywnie: oni mają świetnie opracowane metodycznie książki, ale dla 6latka zbyt to trudne)

GWO - Lokomotywa - i podkreślam: to NIE są ćwiczenia skorelowane! to zestaw kart pracy, który wydawnictwo oferuje po prostu w ramach dotacji. Ciekawe, ale książka sobie, ćwiczenia sobie? nie bardzo.

Didasko - Mój elementarz - i to jest to, co wybieram :) 


Z powyższych najobszerniejszą propozycję ma Operon i Didasko. Numer polega ogólnie na tym, że żadne wydawnictwo na ten moment nie jest w stanie pokazać całości - bowiem MEN podręcznik pisze w częściach, a ostatnia, 4 część ma być zaprezentowana w... styczniu 2015r.! W związku z tym i wydawnictwa tworzące ćwiczenia pod-menowskie są w czarnej dziurze. Mało tego - dotacje celowe do OP mają być przekazywane do dnia 15 października! Czyli szkoła, decydując się na dane ćwiczenia - nawet nie może zapłacić od razu, bo - nie ma. Ja już pomijam, jakie to upodlenie, jakie nieliczenie się z ludźmi kompletnie...

Na osłodę screeny tego, co wybrałam (pod podanym linkiem normalnie można to ściągnąć, 15 stron do obejrzenia - w PDFie):







piątek, 6 czerwca 2014

Plac zabaw do (nie)ogarnięcia.

Lubię place zabaw, serio. Daję 4latce sporo swobody (pomijam, że często gęsto ona chce mieć mnie blisko), w drobne sprzeczki nie ingeruję, nie biegam za nią (ani za młodszą) i nie wołam "tylko się nie ubrudź!". Nie ubieram na siłę, nie krzyczę "tam nie, bo niebezpiecznie, tam nie wolno bo mokro". Za młodszą 17miesięczniaczką no to wiadomo, łażę, choćby z racji samego nieporadnego jej chodzenia jeszcze. 
Ale, to jasnej ciasnej, nie potrafię się rozdwoić ;-) dlatego gdy tata w pracy, babcia nie może iść z nami - nie chodzimy. A. chce się huśtać (mamusiu, ale z Tobą!), w tym samym czasie D. koniecznie chce na zjeżdżalnię. Jak wiadomo, żadna z tych zabaw nie trwa sekundę... A. chce się bawić w sklep, D. chce siedzieć w kamykach i do wiaderka. Miejsca na jednym placu, ale oddalone.
Za to dzisiaj znalazłyśmy plac z kapitalnymi zjeżdżalniami :D A. zjeżdżała bardzo chętnie, aż piszczała z radości, ale i emocje były tak wielkie, że od razu po zjechaniu biegła się do mnie przytulić. Szczerze mówiąc - sama bym zjechała :D