piątek, 7 marca 2014

6latek idzie do szkoły - chcę móc sama wybrać podręcznik do pracy

Zapewne wszyscy zainteresowani tematem słyszeli: pierwszaki w 2014r. mają mieć podręcznik za darmo. Darmoszka dla rodzica, rzecz jasna, bo nie jest to tak, że ktoś w czynie społecznym książkę napisze, inny ktoś wyda...
A ja na miejscu rodziców to, jeśli wierzący, modliłabym się każdego dnia, by ten pomysł nie przeszedł. 

Założenia są takie: 
1) rodzic za książkę nie płaci
2) właścicielem książki jest szkoła
3) książka ma starczyć 3 rocznikom (na koniec roku uczniowie oddają książkę szkole, ta - przekazuje we wrześniu kolejnej grupie uczniów)
4) ma zawierać treści dydaktyczne polonistyczne, matematyczne, społeczne i przyrodnicze
5) do podręcznika wcale nie musi być żadnych ćwiczeń
6) podręcznik nie może zawierać miejsc do wpisywania czegokolwiek, do wycinania, klejenia
7) nie będzie mógł też zawierać żadnych poleceń czy treści, odnoszących się do innych miejsc typu ćwiczeniówka
8) decyzję o doborze podręcznika ma podjąć zespół nauczycieli, a opiniować ma to Rada Rodziców
9) szkoła otrzyma dotację na zakup materiałów dodatkowych/ćwiczeń (do wysokości 50zł) oraz na zakup podręcznika do nauki języka obcego (do wysokości 25zł), opcjonalnie materiały dodatkowe (karty pracy) będą mogły być drukowane w szkole, przy czym nadal na ucznia na rok będzie trzeba zmieścić się w kwocie 50zł

To chyba najważniejsze elementy. To po kolei... Albo nie, bo tu muszę trochę odwrócić kolejność celem wyjaśnień:

Punkt 3 - czy ktokolwiek w Polsce wierzy, że książka używana przez okrągły rok (a potem następny, aż trafi do trzeciego rocznika - któremu ma posłużyć również 10mcy) przez 6-7-8 latka będzie już po tym pierwszym roku w dobrym stanie? Siłą rzeczy używanie jej przez 5 dni w tygodniu w ciągu 10mcy nauki - odbije się na jej wyglądzie. Inaczej o książkę potrafi zadbać licealista, a inaczej dziecko, które ledwo z przedszkola wyszło. 
Punkt 2 - co idzie za p. 3 - nigdzie ani słowa nie znalazłam o tym, co szkoła zrobi, gdy książkę uczeń zgubi/zniszczy (a raczej - zniszczy się przez zwyczajne użytkowanie). OP (organ prowadzący) da pieniądze szkole tylko raz na 3 lata. A co w sytuacji, gdy ja jako rodzic będę chciała dla dzieci nowe podręczniki? Akurat obie moje rocznikowo miałyby dostać je jako ostatni rok...
Punkt 4 - edukacja polonistyczna, matematyczna, przyrodnicza i społeczna w jednej knidze? toż to cegła będzie. I proszę nie mówić mi, że dziecko ma w szkole to zostawić! w książce są czytanki, są treści konieczne do opanowania/zrozumienia materiału, bywa, że dziecko czegoś nie łapie i nawet na poziomie klas młodszych trzeba przysiąść fałdów i się nauczyć. Bywa, że zwyczajnie rodzic czegoś nie pamięta (ręka w górę, kto z was potrafi rozpoznać na przykład wszystkie zboża? a zapewne było w młodszych klasach...). Mało tego - ja się pytam, czemu nikt nie wspomina o informatyce (chociaż osobiście mi się lepiej bez podręcznika uczy), religii (bo jednak większość dzieciaków chodzi), muzyce, plastyce...? Mam rozumieć, że te treści zostaną wyrzucone z edukacji wczesnoszkolnej?
Punkt 6 - przychodzi przedszkolak do szkoły - przedszkolak, który dotąd uczył się z książeczek kolorowych, ciekawych, gdzie było coś do narysowania, wycięcia, przyklejenia - i kabum! jak obuchem w łeb, bo dostaje książkę, której ma strzec jak oka w głowie i broń cię panie Bucku cokolwiek w niej! Zaiste, genialna (anty)zachęta do nauki. Nie wiem, komu gratulować tak żałosnego pomysłu.
Punkt 7, łączący się automatycznie z punktem 5 - nie dość, że każe się dzieciakom przeskoczyć rozwojowo calutki rok, to jeszcze zabiera się im narzędzie nauki - nierealne jest uczenie się z samego podręcznika (piszę o etapie wczesnoszkolnym wyłącznie). Taaak, wiem, że kiedyś ćwiczeń nie było - jak nie było komórek, komputerów, Internetu, szybkich samochodów, a ludzie to w jaskiniach mieszkali - to może się całkiem cofnijmy? Ćwiczenia dla dzieciaków to BARDZO ważna podstawa - szlaczki, ślady do powtarzania, rytmy do powtarzania w zapisie, wzorniki liter, monografia cyfry, rozpisywanie ręki, rysowanie, cięcie, porównywanie różnic, szukanie ukrytych elementów, zapisywanie, obliczanie i tak dalej. Słowo honoru - JA sobie poradzę bez ćwiczeń, ale proszę w takim razie mi wyposażyć klasę w liczmany, sznurówki, korytka z piaskiem, układanki, pomoce dydaktyczne typu "kolorowe liczby" czy "ruchomy alfabet", proszę mi dać dziesiątki pięknych, koniecznych materiałów - wszystko w ilości sztuk 25 na jedną klasę! bo oczekiwanie, że 6latek chętnie będzie uczył się z jednej siermiężnej książki + zeszyt do liter i do matematyki - to w dzisiejszych czasach jakaś totalna utopia! A w szkołach nie ma wyposażenia odpowiedniego, zastępującego ćwiczeniówki. 
Punkt 9 - przyjmując, iż nauczyciel wybierze opcję drukowania kart pracy, zakładając, że będą to 3 strony dziennie na ucznia (a to jest bardzo mało), koszt roczny wyniesie ok.260zł/dziecko. Szkoła dostanie 50zł a skąd reszta? No jak to - rodzic będzie musiał dopłacić, bo szkoły zwyczajnie nie mają pieniędzy na takie atrakcje*. Opcja z zakupem ćwiczeniówek - odpada z prostego powodu: edukacja wczesnoszkolna to edukacja zintegrowana, czyli przedmioty i tematy lekcji łączą się ściśle ze sobą. Przykładowo: mówimy o darach jesieni - w zakresie edukacji plastycznej wyklejamy plasteliną szkic kasztana, edukacja matematyczna to przeliczanie żołędzi w zakresie 5, edukacja muzyczna to śpiewanie piosenki o Jarzębinie i tak dalej. Tzn. ja to bardzo trywializuję teraz, tylko nakreślić chciałam. I tak - podręcznik darmowy wprowadzi cyfrę 5 w listopadzie w okolicach Święta Niepodległości - ćwiczeń do niego nie ma, no to szukam czegoś dostępnego na rynku z innych wydawnictw. Ale niestety, wydawnictwo X ma w ćwiczeniach tę cyfrę wprowadzaną w okolicach Dnia Edukacji Narodowej i tematycznie z tym jest wszystko powiązane, a wydawnictwo Z pokazuje cyfrę dopiero w okolicach Mikołajek! to jak ja mogę s ich ćwiczeń korzystać przy 11 listopada? 
Biorąc to pod uwagę zastanawiam się, czy ktoś z pomysłodawców w ogóle zna się na nauczaniu zintegrowanym?
Punkt 8 - tak czy siak na danym etapie nauczania z reguły podręczniki wybiera się wspólnie, natomiast z całym szacunkiem do Rady Rodziców - czy chcielibyście, by ktoś się wam wtryniał w to, z jakiego programu korzystacie jako księgowe, jaką macie recepturę na wypiek chleba we własnej piekarni czy jakiego kleju macie użyć do reperacji protezy zębowej jako protetycy? Nie, prawda? To, o czym w tym poście piszę - większość rodziców naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tych kwestii, bo w temacie nie siedzą - to żadna obelga, tylko czysty fakt. Dlatego tu taką totalną łopatologię uprawiam. Ja się nie znam na doborze materiałów do szycia i też krawcowej nie mówię...

Tym sposobem dotarłam do punktu 1 - rodzic za podręcznik nie zapłaci, ale nie zmienia to faktu, że w takim razie będzie kupował różne inne rzeczy. I summa summarum pakiet książek (tzw. BOX - bo tak są sprzedawane podręczniki w klasach 1-3) kosztowałby jakieś 200-220zł (a nierzadko taniej, obok mnie jest księgarnia, która w lipcu zawsze ma rabaty 15% i pakiet kosztuje poniżej 200zł), dziecko byłoby zadowolone mając nowe, pachnące i CIEKAWE materiały do nauki, nauczyciel miałby czym pracować, dziecko by się nie przeciążyło i tak dalej.

I na koniec - rząd chce nałożyć na wydawnictwa zakaz doposażania nauczycieli. Wiecie, co nauczyciel dostaje? alfabet ścienny, plansze edukacyjne tematyczne do wieszania w trakcie zajęć, liczmany dla całej klasy, pakiet książek dla siebie, przewodnik do podręcznika, czasem multibook (jeśli ma tablicę multimedialną). I rząd zamiast zakazywać tego powinien się cholernie wstydzić, że to wydawnictwa muszą wyposażać dzieciaki, zamiast rządzący. Bo takie rzeczy powinny w szkołach być odgórnie. 

*W poprzednim poście pisałam o tym, że edukacja darmowa u nas nie istnieje - podtrzymuję, i pamiętam, że mam myśl rozwinąć ;)






12 komentarzy:

  1. Też nie wierzę , że można ilość materiału zgromadzoną w 18 ćwiczeniach zmieścić w jednej książce. Kupowaliśmy książki dla całej klasy , koszt poniżej 200 zł . Dziecko korzysta jednocześnie z 5 ćwiczeń i jednej czytanki , do domu z zadaniem przynosi 2 max 3 książeczki. Materiał zawarty jest bardzo obszerny , ale konkretny i dobrze przygotowany , dziecko uczy się bardzo chętnie. Zadania nie są monotonne i zawarte tematy są "ugryzione" z różnych stron. Uważam , że te finanse powinny być przeznaczone na pomoc dla najbardziej potrzebujących , chociaż tu tez paradoks - część rodziców którzy nie płacą komitetu , ani klasowego , daje dzieciom codziennie nie małe pieniążki do sklepiku...
    Pozdrawiam Inka

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano właśnie. Rzecz jasna nie generalizuję, czytelników proszę o dokładne zrozumienie - ale szlag mnie trafia, gdy dziecko nie ma książek, kredek, materiałów na plastykę - ale codziennie pieniądze na słodycze są. No to umówmy się - są pewne priorytety albo ich nie ma. I tak naprawdę w pracy przez 10 lat nie spotkałam dziecka, które by nie miało książek z powodu tak wielkiej biedy. Ale były dzieci niemające książek, bo rodzice chlali. BTW, dziwnym trafem od 1 marca ryczałt z mleka nutramigen przestał być ryczałtem, a jest zniżką 30% tylko - czyli co? komuś dać, ale komuś zabrać... A przynajmniej tak to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szajko, ja Ci powiem, że moje dzieci poszły do szkoły jako 6 latki i książki dostały, tak jak i w póznejszych latach, w szkole. I te książki były w dobrym stanie, mimo tego, ze służyły dzieciom dłużej niż 3 lata. Serio. Wszystkie książki dzieci od pierwszej do ostatniej klasy "wypożyczają" w szkole i to działa.
    Dlatego nie jest niemożliwym to, by ksiażki służyły dzieciom 3 lata.
    Kiedy książka "się zgubi ;)" lub ulegnie zniszczeniu płacą rodzice, dziecko nie dostaje świadectwa tak długo aż ksiażka się nie znajdzie lub rodzice nie zapłacą.
    Miezskam jak wiesz w Bawarii :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Luba, no przecież za naszych czasów tak bylo :) natomiast ja widzę, jakie podejście w PL jest teraz i dlatego w to nie wierzę :/
    TO ja, z innego konta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Otworzyłaś mi oczy tym wpisem ...... A brzmiało tak dobrze - bezpłatne podręczniki...

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo wszystko się cieszę, ale to taki śmiech przez łzy. Nie mam żadnego interesu, by ratować wydawnictwa ;) a zwyczajnie zależy mi i na dzieciakach, i na swoi komforcie pracy, a co.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś książkę się dziedziczyło i nie było 15 zeszytów ćwiczeń. Nie było też z tym problemu. Powiem więcej: dzieci chętniej i lepiej się uczyły niż teraz z tych kolorowych ćwiczeń, które przypominają często kolorowanki a nie książki szkolne. Więc z tym punktem się nie zgadzam.
    Dotacje na zakup ćwiczeń i pozostałych książek m.in. do angielskiego otrzyma rodzic, a nie szkoła. Takie informacje otrzymałam na ostatnim zebraniu. Nieprawdą jest więc, że dzieci uczyć się będą z samego podręcznika.
    Rzecz kolejna: podręcznik będzie taki sam dla wszystkich szkół, więc o doborze nie może tu być mowy. Przynajmniej ja tak zrozumiałam ten pomysł. Nie wiemy też jak będzie wyglądał, więc zarzut, że nie będzie kolorowy nie bardzo rozumiem. ;)
    Moja córka uczy się z pakietu wartego składającego się z 4 książko - ćwiczeń, kart pracy itd. Kosztował prawie 200 zł i wiesz co Ci powiem? Niewiele się różni od książeczek, które można kupić w kiosku dla przedszkolaków. Na pewno nie jest wart swojej ceny.
    Z pewnością ten nowy podręcznik nie zadowoli wszystkich, ale nie skreślałabym go na samym początku. Mój przechodzący z pokolenia na pokolenie elementarz wspominam lepiej niż moja córka obecne "szaleństwa" wydawnicze. Ba, ona pewnie w ogóle ich wspominać nie będzie...
    Całe szczęście, że praktyki wydawnictw wreszcie zostaną ukrócone. Rodzice mający więcej niż 1 dziecko w takim wieku albo ci żyjący z najniższej krajowej na pewno mają powody, by się cieszyć. I ja też się cieszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda,że tak pobieżnie na to patrzysz. Kiedyś to ludzie w jaskiniach żyli...
    Dzieci się chętniej i więcej uczyły? No pewnie, bo po pierwsze - nie było komputerów ani tylu stacji tv, rodzice mieli albo więcej chęci do dopilnowania dziecka, albo też system pracy/godziny prac wyglądały inaczej (choćby duperelka: sklepy czynne do 17/18, w weekendy pozamykane, rodzic MUSIAŁ się dzieckiem zainteresować). Dotację celową na zakup ćwiczeń otrzyma szkoła, a właściwie Organ Prowadzący daną placówkę. Wystarczy poczytać: https://www.men.gov.pl/index.php/aktualnosci/wizyty-krajowe-i-zagraniczne-ministra/871-darmowe-podreczniki-projekt-zmian-trafia-do-konsultacji-spolecznych

    Jak widać, osoby prowadzące Twoje zebranie albo tematu nie ogarnęły, albo wprowadziły w błąd celowo. Podręcznik - jak najbardziej będzie można dobrać pod warunkiem, że nie będzie on miał treści jednorazowych czy odniesień do treści jednorazowych. Źle zrozumiałaś. Współczuję kiepskiego pakietu córki, ale to wina nauczyciela, na rynku jest naprawdę kilka świetnych propozycji.
    Wiesz, ja naprawdę wiem, o czym piszę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Całkowicie zgadzam się z Szają. Nie jestem nauczycielką nauczania początkowego, od 14 lat pracuję jako anglistka. Bardzo lubię moją pracę, wkładam z nią wiele serca i wysiłku.

    Bardzo dobrze pamiętam moje książki do angielskiego z podstawówki, być może moje pokolenie również je sobie przypomina, mówię o "English is fun", potem były inne, równie nieciekawe zarówno pod względem prezentowanych treści jak i atrakcyjności wizualnej.
    Tak, można się było z nich uczyć, bo innych książek nie było na rynku. W porównaniu do obecnych książek, fakt że bardzo drogich, wypadają blado.
    Moje podstawówkowe podręczniki były po prostu potwornie nudne, czytanka, 2-3 ćwiczenia, kolejna czytanka, wszystko wyglądało tak samo. Z obecnych aż chce się uczyć, są zróżnicowane tematycznie, mają szeroki wachlarz ćwiczeń, są dopracowane i opracowane tak, aby nauczyciel mógł przygotować fantastyczne lekcje, z których jego uczniowie wyjdą wręcz otuleni wiedzą:).

    Jako matka pierwszoklasistki, jestem szczęśliwa, że moje dziecko może korzystać z fajnego pakietu podręczników, z których uczy się z przyjemnością. Zaręczam, że tak jest, bo często w wypiekami na twarzy opowiada mi, co się działo na lekcjach i chętnie odrabia zadania domowe. Cieszę się, że nas "darmowy podręcznik", celowo użyłam nawiasu, dotyczyć nie będzie.

    Polska szkoła nie ma odpowiednich narzędzi w klasach by urozmaicić zajęcia z owym wymyślonym naprędce, "bo nam sondaże źle wypadają", podręcznikiem. To my, rodzice pierwszaków, składamy się na nową wykładzinę do klasy, przynosimy kolorowe plakaty, zabawki dla naszych w zeszłym roku jeszcze zerówkowiczów, płyty z piosenkami, książki z bajkami do klasy. Dlatego bawi mnie to, że tak nagle, chcą nas trochę odciązyć z kosztami. Może niech najpierw łaskawie doposażą szkoły.

    Tak jak pisała Szaja, to że kiedyś było inaczej, nie znaczy, że było super. Gdyby tak miało być, dalej żylibyśmy w jaskiniach, panowie polowaliby na zwierzynę a kobiety rodziłyby dziecko za dzieckiem.

    gosik79

    OdpowiedzUsuń