Mieszkamy w centrum miasta, co skutkuje mnogością wystaw sklepowych. I to tak, że dokładnie naprzeciwko mamy 2 sklepy z duperelami zdobniczymi, kurzołapkami i tak dalej, obok również. No i w tychże witrynach od jakiegoś czasu wiszą bałwany, gwiazdki, aniołki... Każdy spacer zaczyna się i kończy oglądaniem tych, ekhm, cudowności ;)
Dzisiaj od oglądania Agatkę oderwała jedynie obietnica wspólnego zrobienia bałwanka.
Potrzebne: pasta do zębów biała, karton formatu pi razy drzwi A4, niekoniecznie biały (ja akurat fajny, sztywny miałam graaaanatowy bardzo), nożyczki, klej, coś do odrysowania kul bałwana, kawalątko marchewkowego papieru lub pomarańczowa kredka, cerata! inaczej wsio w paście :D
Na kartonie odrysowałam za pomocą naczyń kuchennych bałwana - nie babrałam się w osobne wycinanie 3 kul, od razu jako połączone zrobiłam. Wycięłam. Zawezwałam dziecko i zagoniłam do roboty - niech paćka pastą:
Najpierw delikatnie córa maziała, potem w ruch poszły obie dłonie.
Ustrojstwo musi wyschnąć, teoretycznie, by pasta zaschnęła ideolo - kilka godzin na kaloryferze. W międzyczasie dziecko umyć, przebrać (taaaak! nawet spodnie i włosy w paście), wyciąć kapelusz, miotłę, węgielki, nochal. Nakłonić dziecko do innej zabawy, coby nie stało jak wrośnięte przy kaloryferze (mamusiu! ale gdzie jest nasz bałwanek? ale juuuuż? ale możemyyyy?).
Potem - dać w łapę klej, wycięte elementy i heja! - niech młodzież klei. Na koniec znaleźć odpowiednie miejsce do ekspozycji - lustro w przedpokoju nadało się doskonale...