środa, 31 października 2012

Wirusy, bakterie i inne żyjątka co to nas polubiły

No to się córa nachodziła do przedszkola. Tydzień była równo :d
W sobotę katarzysko, noc sobotnio-niedzielna przekaszlana na sucho tak, że mi Agu żal potwornie było, w niedzielę na szczęście kaszel zmokrzał - decyzja: do przedszkola niet. We wtorek pediatra, bo jednak gorączka doszła, ale na szczęście bez antybiotyku tym razem, gardło całkiem niezłe. Zapodajemy neosine, krople nosowe, flegaminę i dużo witaminy C. I postanowiłam cały listopad dziecię przetrzymać w domu, rozpoczynając dodatkowo kurację broncho-vaxomem. Tran kapsułkowy (doppelhertz tran na odporność, 2 kapsułki dziennie) mała połyka od miesiąca, po wypłacie dokupię do tego olej rekini (BioMarine) i immunobon syrop. Oby to coś dało!

11 komentarzy:

  1. Powinni wprowadzić jakiś dodatek chorobowy dla matek, które mają chorujące przedszkolaki :D Szkoda że znów chorujecie... moja na szczęście (ODPUKAĆ TFU TFU TFU) na razie zdrowa, kuracja antybiotykiem do nosa pomogła. 3 dni zakraplania i zero kataru do dziś. Ale wciąż jej daje Bioaron dwa razy dziennie a po weekendzie i kontakcie z przeziębionym dziadkiem dostała na noc jeszcze dawkę Pyrosalu.

    Zdrówka życzę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno bioaron jest słaby, tak usłyszałam ostatnio od farmaceutki, zdecydowanie lepsza jest immunotrofina(która przepisała nam pediatra), bo coś tam zawiera czego ten bioaron nie ma. NIe bede się mądrzyć,powtarzam to co usłyszałam...

      Usuń
  2. wiesz nie chcę cię straszyć ale raczej na ogół tego typu rzeczy nie pomagają. dzieci po prostu muszą swoje przechorować chodząc do przedszkola. to jest najnormalniejsze w świecie. mój syn na ogół zawsze zdrowiutki, cały rok przechorował gdy zaczęła się szkoła. a w tym roku jak do tej pory mamy święty spokój. lekarze mnie ostrzegali - po prostu musi, nie ma wyjścia i na ogól faszerowanie dziecka masą specyfików jest stratą czasu i kasy, bo wystarczy podawać rutinoscorbin który ma w sobie wystarczające dawki witamin i w miarę chroni organizm dziecka, ale nie zabezpieczy go na tyle by po prostu nie chorowało. za dużo dzieci w jednym miejscu, za dużo zarazków. więc trzeba uzbroić się w cierpliwość i dać dziecku szanse na przebywanie wśród dzieci! bo to wzmacnia odporność dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rutinoscorbin nie ma witamin, tylko witaminę, jedną.

      I chyba Mama nie doczytała - rzecz w tym, że Agatka właśnie nie ma tej odporności. A łapiąc co tydzień nową bakterię czy wirusa prędzej się wykończy niż uodporni.
      Na uodparnianie organizm musi mieć siły. Choroba nie jest drogą... zwłaszcza, gdy po antybiotyku idzie kolejny.

      Usuń
    2. Rutinoscorbin jest syfem, zwyczajnie.
      Skład poczytaj, nie sugerując się reklamą.

      A obecnie odporność mojej córki równa się... -10 ;) więc MUSZĘ ją wzmocnić jakoś. A niejadka muszę niestety wzmocnić lekami.

      Nawiasem mówiąc, po ostatnim pięknym, jedzeniowym poście znów posucha :D

      Usuń
  3. Bidulka... zdrówka życzę!
    A co do odporności to powiem co my stosujemy: omega med kapsułki pochodzenia roślinnego (coś jak tran) i chyba rok czasu stosowałam (po wyjściu ze szpitala) probiotyki... na zmianę różne firmy. Przy długotrwałym stosowaniu wzmacniają odporność, później co drugi dzień i tak zmniejszałam dawkę, teraz daję jak mi się przypomni ;) efekt jest taki że przez prawie 1,5 roku miała 2 razy katar :)

    Ostatnio stosujemy też olej z pestek dyni, nie dość że zawiera kwasy omega 3 i 6, jest lekkostrawny to podobno niesamowicie podnosi odporność. Dodatkowo dobrze wspływ na układ pokarmowy, stosuje się do w leczeniu pasożytów układu pokarmowego... wystarczy łyżeczka dziennie - ja daję do kaszki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia Agulko! Zdrowiej dziecino. Niedługo święta, a potem siostrzyczka będzie na świeci. Musisz być zdrowa!!
    :* od ciotki!

    OdpowiedzUsuń
  5. moja córka tez niejadek, więc podwójny problem, ale metody naturalne sa najlepsze, tylko systematycznie stosowane dają efekty..

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam to, znam :(
    U nas właśnie się jakieś katarzycho przypałętało :/
    Zdrówka !

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytajac poprzedniego posta , miałam napisac , ze moje tak jedza przed chorobą. Kiedys w akcie desperacji zapytałąm lekarza , co robic zeby wreszcie nie chorowały ( miałysmy ciag 6 miesiecy - zarazajac sie wzajemnie, wszelkie zapalenia nas dopadały , w aptece zostawialam 200 tygodniowo) , lekarz powiedział ze mozna zaszczepic , władowac w dziecko 100 szczepionek , a 101 wirusa i tak złapie. Dzieci musza sie wychorowac , jak nie w żłobku , to w przedszkolu , jak nie w przedszkolu to w szkole. Pikuś jak katar zaczyna sie i konczy katarem - kolezanki córka w 50 % konczy zapaleniem oskrzeli. Ja po mega perypetiach stosuje homeopaty, syropy domowe , z cebuli , mniszka , bzu czarnego , malin i zioła. Lekarz widzi nas w przychodni raz w roku , na bilansie ( mam trzy lata różnicy miedzy dziecmi stad te wizyty co rok) zawsze jak nas widzi to pyta czy nie zmienilismy pediatry :) Wiem ze jest to metoda dla wielu kontrowersyjna , ale u nas działa , to nie tak ze dzieci nie choruja , ale katar i koniec. Pozdrawiam. Inka z Krk

    OdpowiedzUsuń